Dlaczego nie potrafię schudnąć? Powód 3

Zapraszam Was serdecznie na trzeci wpis z cyklu „Dlaczego nie chudnę”… Po poprzednich wpisach z tej serii wiemy już, że nadmierna jak i za mała podaż kalorii utrudnia nam zrzucenie zbędnych kilogramów…

A co jeśli połączymy te dwie sytuacje?

Wzorowe jedzenie od poniedziałku do piątku, dieta trzymana w 200 %, do tego treningi, prawdziwe fit życie…

Ale przychodzi on… Największy strach….;)

…zmora każdej osoby na diecie…

Weekend…

Gdzie pojawia się nieregularność, grzeszki i niestety wyrzuty sumienia…

Nasz cały idealny plan życia w stylu fit idzie w diabły…

Brzmi znajomo?

Nawet nie wiecie jak często mam takie przypadki…

Zgłaszają się do mnie osoby, które jedzą za mało kalorii w ciągu tygodnia .

… i są z tego dumne!…. 🙁

A w weekend nadrabiają wszystko…

Czasem podwójnie…

Z tego powodu zawsze na pierwszą wizytę proszę o uzupełnienie dzienniczka żywieniowego- 2 dni pracujące, 2 dni weekendowe…

I zawsze przy słowie weekend pada….

„weekend to niestety wstyd się przyznać… „

czy

„z tym mam największy problem….”

I uwierzcie mi dni tygodniowe są idealnie regularne, urozmaicone, fit, bardzo często są też za mało kaloryczne…

Ale za to weekend…

…Weekend to jest regularność w jedzeniu nie zdrowych posiłków! 🙂

To jest w sumie jakaś regularność, prawda?

Chyba powinnam docenić! 😀

Generalnie wygląda to tak

„śniadanie jajecznica, pizza, do tego  3 kawałki ciasta (wizyta u teściowej), 3 piwa , bo i tak ten dzień był już spisany na straty”

to taki klasyk 🙂

Wyobraźcie sobie teraz sytuacje, że przez 5 dni się odchudzacie,czyli jecie mniej kalorii…

A co weekend przekraczacie kaloryczność od Waszej całkowitej przemiany materii,a w poniedziałek znowu ją obniżacie...

Organizm na prawdę świruje i ma do tego pełne prawo…

On sam nie wie czy ma gromadzić zapasy tkanki tłuszczowej…

…. czy się jej pozbywać…

To jest tak trochę jak z oszczędzaniem…

jeśli przez 5 dni oszczędzacie, a w weekend poszalejecie z zakupami i przekroczycie limit zaskurniaków i jeszcze podbierzecie ze swojego debetu to nie oszczędzicie…

Dokładnie tak samo jest z odchudzaniem…

Nie da się na zapas obciąć kalorie, żeby potem się poobjadać…

Raz na jakiś czas jasne, ale jak przekroczycie swój limit to niestety nie efektów nie będzie…

Organizm to na prawdę mądra bestia…

Do tego pamiętliwa! 🙂

I to jest ten największy problem weekendowy…

Ten brak regularności czy konsekwencji…

I jeśli dni wolne od pracy są Waszą największą zmorą to nad nimi szczególnie mocno trzeba popracować…

Bo one niestety będą…

Nie wymażemy ich z kalendarza ….

Bo my się odchudzamy i warunki do tego muszą być idealne…

W idealnym świecie tak by było…

Ale my musimy się nauczyć się, w zasadzie wypracować w sobie tę konsekwencje i regularność…

Generalnie weekendy są trudniejsze, bo z reguły nie są tak zorganizowane jak w dni pracujące…

W tygodniu wstajemy rano, w pracy skupiamy się na niej, nie mamy czasu myśleć o jedzeniu czy grzeszkach…

Pojawia się weekend, więcej relaksu, jakiś wyjazd, pomysł wyjścia do restauracji czy obiad u rodziców …

Przez głowę przebiega nam  złowieszcza myśl

„cały tydzień tak się starałam, jeden mały grzeszek mi się należy….”

czy

„przecież cheat day jeszcze nikomu nie zaszkodził… a ma takie super działanie… ile osób to robi i ma świetne efekty… „

I jeśli rzeczywiście jest to jeden grzeszek czy jeden posiłek spoko jak najbardziej jestem za…

Jeśli to jest cały dzień, do tego drugi… CO TYDZIEŃ…. robi się z tego problem…

Bo efektów niestety nie będzie…

A na pewno pojawi się frustracja… 

I powiem Wam tak z własnego doświadczenia…

Rok temu, gdy jeszcze chciało mi się samej sobie liczyć kalorie….

…po setkach diet, które robię na prawdę liczenie sobie diety to horror 😀

to chyba tak jak kosmetyczki i robienie samej sobie paznokci…;)

Wiecie dni pracujące robiłam perfekt, treningi perfekt, nawet ilość mleka do kawy wyliczona (jejciu, że mi się chciało … :D)

Przychodził weekend i … A że było okolice maja… coraz cieplej to wiecie tu jedno piwko, tu drugie, ja generalnie mam mocną głowę, więc dla mnie 5 piw to żaden problem…

czyli wiecie z samych piw 1200 kcal jak nic…

Do tego jakiś obiad w knajpce, tu jakieś lody…. i

moje ogromne zaskoczenie czemu pomimo idealnie przestrzeganej diety W TYGODNIU nie mam efektów…

Przecież trenuję…. No tak…

Wystarczyło sobie zanotować co ja zjadam w weekend i szczególnie co wypijam i znałam już odpowiedź…

Dobrze, że trenowałam wtedy, bo jeszcze bym przytyła… 😀

Także najciemniej jest pod latarnią, uwierzcie mi weekendy mają ogromny wpływ 😉

Ale frustracja jak się domyślacie się zaczyna, że brak efektów, że po co mi to i na co…

Szczególnie, że jeszcze rok temu, chorowałam na zaburzenia odżywiania …chociaż to chyba tak jak z alkoholizmem…. zostaje na całe życie…

Dokładniej na bulimie i dlatego myślenie 0:1 znam doskonale..

Więc na prawdę w weekend potrafiłam popłynąć…

Ale włożyłam mnóstwo własnej pracy w zmianę myślenia…

I zrozumienie, że odchudzanie to nie jest prosta droga do celu bez przeszkód….

To jest jeden wielki zygzak, pełen zawirowań… Pojawi się mnóstwo problemów, nieoczekiwanych sytuacji, trudności…

U mnie to była jedna kontuzja, mononukleoza, druga kontuzja, studia od rana do nocy, częste wyjazdy na szkolenia i konferencje, gdzie nie zawsze byłam w stanie zrobić wszystkiego dzień wcześniej a wstawałam o 3 …. czy sesja, gdzie spałam po 4 godziny, bo miałam ciężkie egzaminy…

Już nie mówiąc o gorszych dniach…

I dopiero jak sobie uzmysłowiłam jak to wszystko pogodzić z dietą, jak realnie mogę podejść do procesu odchudzania, że no kurcze nie pójdę na półroczne wakacje od rzeczywistości,bo postanowiłam się odchudzać…

Niestety życie to nie bajka…

A czy ma to znaczenie, że ten 6 pak osiągnę pół roku później?

Dla mnie nie 🙂

I nawet nie wiecie jak to mi pomogło, taka zmiana myślenia, określenie konsekwencji mojego weekendowego zachowania i szukania wymówek…

Oczyściłam głowę, myśli….

Zrozumiałam swój cel i realnie tym razem do niego podeszłam….

Dlatego podkreślam to moim podopiecznym, że małymi kroczkami do celu, chwalę ich za każdy ten kroczek, bo to właśnie ten kroczek tworzy kolejny wielki krok do naszego celu ….

Jeśli weekendy są Twoją zmorą…

Odpowiedz sobie na pytanie dlaczego tak jest?

Co Ci sprawia największą trudność w tym czasie?

Gdzie leży ten największy problem?

Może z ilością posiłków? Nie zjadasz 5 posiłków? Więc może w weekend warto zmienić je na 4?

Czy wyjścia do znajomych są problematyczne? Do rodziny?

Jak ten problem możesz rozwiązać?

Co zmienić, żeby bardziej trzymać się swoich założeń?

Co możesz zrobić? 

Nikt oprócz Ciebie samego tego nie rozwiąże, zastanów się szczerze, co będzie tym pierwszym małym kroczkiem? 🙂

Najczęściej przyczyną takich weekendów jest to, ze rzeczywiście w tygodniu mamy tak restrykcyjną dietę, że w weekend aż za nami coś chodzi…

Staramy się nagradzać, że ten cały wysiłek…

I w ciągu tygodnia pojawia nam się głodówka, o której pisałam tutaj….

A w weekend nadwyżka na temat której więcej dowiecie się tutaj… 

I musimy znaleźć złoty środek, żeby cały tydzień był perfekt, idealnie zbilansowany, bez restrykcji, pyszny i zdrowy! :))))

Zapraszam Was za tydzień na kolejny wpis z tej serii ! 🙂

podpis

Jeśli jesteście zainteresowani, abym stworzyła Wam indywidualnie opracowany jadłospis pod Wasze smaki ,

jednostki chorobowe i styl życia to kliknijcie obrazem i skontaktujcie się ze mną! 🙂

Zrób ten pierwszy krok w kierunku wymarzonej sylwetki! 🙂 

Działam mobilnie na terenie Śląska i Krakowa, stacjonarnie przyjmuję w Tychach i Katowicach

Zakręcona dietetyczka z holistycznym i optymistycznym podejściem do świata
Posts published: 141

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie
Dietetycznie Zakręcona
Dietetyk do zadań specjalnych, z optymistycznym podejściem do życia, zarażam swoją pasją do zdrowego stylu życia! :))) Pokażę Wam, że dieta wcale nie musi być nudna, niesmaczna i trudna! A na pewno musi być pyszna, skuteczna i zdrowa!
Szukajka
Copyrights © 2015-2016 SUZETTE. All Rights Reserved.

Facebook